Rejs na Gotlandie

Tygodniowy rejs rozpoczeliśmy w sobote 31 maja. Kiedy przyjechaliśmy do portu jachtowego w Gdyni,
na naszym jachcie (s/y Politechnika) poprzednia załoga się jeszcze wyokrętowywała.
Pomogliśmy w kilku drobnych naprawach dzielnego jachtu i wieczorem w komplecie bylismy gotowi do drogi.
Załoga obejmowała 5 osób. Zaplanowane wyjście - jutro rano. Kierunek - Gotlandia. Cel - port Visby.

Aby pływanie przyjęło zorganizowaną formę zostaliśmy podzieleni na 2 wachty. Bardzo sprawiedliwy był podział
obowiązków, wachty były 4 godzinne, w nocy 2400-0800 stały 2 osoby, w dzień w godz 0800-1200 była wachta
kapitańska, 1200-2400 stali tylko jednoosobowo oficerowie, jeden załogant pomagał, a drugi miał kambuz.
W czasie postoju w porcie kambuz przejmowali oficerowie i było sprawiedliwie.

W niedziele zatankowaliśmy paliwo, pogranicznicy przyjechali obejrzeli nas i mogliśmy wypływać. Główki
portu minęliśmy o 1400 i skierowaliśmy się w kierunku Helu, wiaterek 4-5 B z kierunku NE. po 2 godzinach
minęliśmy HEL i skierowliśmy się na północ. Dzień minął bez większych niespodzianek, podobnie jak
następna noc. Następny dzień wiaterek osłabł i skecił na wschód. W nocy odsłoniły się latarnie na
Gotlandii i o 1430 następnego dnia weszlimy do Viby.

Wejsćie do portu szerokie o dobrze osłonięte. No końcu portu przystań jachtowa, a w niej powoli
zaczynał się sezon, bo pare jachtów już stało (Niemcy, Holendrzy, Amerykanie!). Jedną z ciekawszych
konstrukcji był stary niemiecki drewniany jacht długości ok 20-22 m, jedem maszt, ale z POTĘŻNYM
drewnianym, ok 13-14 metrowym bomem o grubości ok 40 cm. Niesty w nocy wyszli i nie zdążyłem
zrobić zdjęcia :-(
Od razu przyleciał pan z bliżej nieokreślonych służb mundurowych celem zabrania listy załogi i obejrzenia paszportów,
zaraz po nim przyszedł celnik i spisał ile mamy piwa.
Miasto, ładne malowniczo położone, nie ma co się rozpisywać, najlepiej obejrzeć zdjęcia:

Wyjścia było zaplanowane na ok. 13, więc rano było jeszcze troche czasu za zwiedzanie. Widzieliśmy
też nieciekawy wypadek. Do portu wszedł niemiecki duży niemiecki jacht (ok16 m.) z wysokim dziobem.
Załogant tak zeskoczył przy podchodzeniu do keji, żę skręcił nogę, położył się i mógł już poczekać
tylko na karetkę (i na tym skończył się jego rejs).

Po 14 wyszliśmy, w główkach od razu zaatakował nas południowy szkwał o sile 30 węzłów. Cały
dzień wiało z południa 4-5 B, więc powoli halsowaliśmy się na północ. Następnego dnia wiatr
skręcił na SW i mogliśmy spokojnie płynąć do Gdyni. 06.VI o godzinie 2000 minęliśmy główki
basenu jachtowego.

Wieczorkiem wypiliśmy za jacht i bezpieczny rejs (i kilka innych). W sobote rano klar jachtu.
Następna załoga przyjechała, po sprawnym przjęciu jachtu, o godz. 1517 siedzieliśmy w pociągu do
Warszawy.
Droga tam, wymagała przpłynięcia 200 Mm (i 48h), a z powrotem 214 Mm (54h).