29.IV - 6.V.2000 rejs Trzebież-Kopenhaga-Trzebież.
Rejs odbył się na jachcie s/y Śmiały. Jest to stalowy jol z żaglem o pow 144m2 (o ile się nie mylę). Stałą załogę
stanowi kapitan (aktualnie Roman Józik), reszta to "przyjezdni" w liczbie 9 os. Jacht jest komfortowo wyposarzony
(jak na polskie warunki). Więcej informacji znajdziecie na stronie Centralnego Ośrodka Żeglarskiego - www.coz.com.pl.
Tam jest również mnóstwo innych informacji, a każdy może wybrać krótki rejsik dla siebie ( co prawda tanio to nie jest). Jeszcze ciekawostka
na stronie informacyjnej jest napisane że to jest kecz a w dokumentach jachtu (i w opini z rejsu) jest napisane że
to jol :).
W sumie przepłyneliśmy 388 Mm, co dało wpis do książeczki w postaci 116,5 h. Niestety żeglugi
przy wietrze pow.8 B nie było...
Oczywiście miałem aparat i nie omieszkałem napstrykać
troszkę zdjęć z rejsu. Pierwsze wspomnienie jakie mi się nasuwa to straszne zimno na otwartym morzu. Na wachtę
wychodziłem ubrany w spodnie dresowe, bojówki, polar, sweter, sztormiak, rękawiczki, czpka, szalik i herbata, podczas
gdy w Wa-wie było ponad 20 stopni (co prawda woda w morzu w maju jest jeszcze zimna).

29 IV dojechałem do Trzebieży, poznałem resztę załogantów, obejrzałem sobie jachty ( duże to to jest). Kapitan
Roman Józik rodzielił wachty, koje i obowiązki. Mi przybadła achta z I oficerem - Maćkiem (fajny gość) i obsługa
stanowisk dziobowych ( cumy , obsługa kliwra ). Z Trzebieży wyszliśmy ok.1800 i doszliśmy do Świnoujścia ok. 2300
Tam spaliśmy przy kanale, Rano na chwilkę wpłyneliśmy do portu, bo na chwilę musieliśmy spotkać inny jacht (zapomnieli naczyń
z Trzebieży :) i popłyneliśmy w kierunku główek portu. Po drodze był przystanek przy posterunku (czytaj: budzie, ruderze,
baraku ) celników. Zamieszczam zdjęcie i dalej nie komentuję.....

Zaraz po wypłynięciu zaczęło kiwać równomiernym długim rytmem. Grot góra, Kliwer góra, Silnik dół i Kurs na Kopenhagę.
Nocna wachta 2000-2400 jakos uleciała i ok. 14 byliśmy w Kopenhadze. Tam mały spacerek wśród knajpek i głównych budynków...
Ciekawostką była uliczka wzdłuż starego kanału gdzie stały stare łajby ( w tym dwa stare latarniowce), głównie drewniane, zaśniedziałe z konopnymi linami,
ale przy niektórych kręcili się szkutnicy i zdaje się że sezonie na wielu z nich żagle rozkwitają...Wieczorną atrakcją
była kolacja ozdobiona procentowymi butelczynami.

Następnego dnia żegnaliśmy Kopenhagę i kierowaliśmy się z powrotem w dół zachaczając o port Klintholm. Jest to mała rybacko-letniskowa
wioska. Troszkę opustoszała w maju ( Letników specjalnie nie było a oprócz na były 2 jachty( s/y Boliński i jakiś pod banderą Swajcari)
Miły porcik bo była w cenie opłat portowych była sauna. Ok. 1200 zdecydowaliśmy się na wypłynięcie, ale był problem bo staneliśmy na mieliżnie.
troske to było dziwne po poprzedniego dnia zacumowaliśmy do pomostu bez żadnych problemów. Cztery godziny zajęło nam sciąganie z mielizny yachtu.
Nastębnym przystankiem był Sassnitz na 5 godzin, tam chyba jeszce mają enerdowskie przyzwyczajenia bo celnicy przychodzili 2 razy,
jacyś goście wystawiający certyfikat wyjscia w morze, chyba z pięc różnych komisji. Atrakcją był natomiast super
widok na klify.
O 1800 wzieliśmy kurs na Świnoujście. Światła Portu mieliśmy przed sobą
ok. 0400 5.V . więc mieliśmy dzień z zapasie. Kopitan zrobił manewrówkę która troszkę wykończyła szotmenów, ale było ciekawie. Każy musiał zrobić
kilka zwrotów i podejście do człowieka. Na szczęście byłem ostatni i miałem 30 min na nauczenie wszystkich komend ( do sztagu):
bezana szoty wybierz,
lewe (prawe) baksztagi wybierz,
ster lewo (prawo),
prawy (lewy) foka szot luz,
bezana szoty luzuj,
lewy foka szot wybieraj,
prawe (lewe) baksztagi luz,
sternik tak trzymaj.
Grot sam przelatywał więc troszkę było mniej do wykrzykiwania. Czasami tylko strony się chrzaniły ale jakoś poszło.
Wieczorkiem dojechaliśmy do Świnoujścia i był wieczór Kapitański ( troszkę zostało skonsumowanych zakupów ze sklepu
bezcłowego:)) Rankiem wyruszyliśmy do Trzebieży, ok. 1000 byliśmy na miejscu, do 12 robiliśmy klar, wypisanie książeczek i rozdanie ich
przez Kapitana i do domku..... ech już by się tam wróciło..